Boże ! Żebym marzyła, że znajdzie się ktoś z kim mogłabym go zdradzić, albo on zdradziłby mnie! Dlaczego do jasnej cholery ciągle w tym tkwię i boję się ... Czy jest to wina tego, że ta sytuacja jest taka beznadziejna, czy tylko ja tak ją widzę?!Widziałam go jakieś dziesięć minut teraz, bo on do mnie nie wejdzie pomimo, że jestem sama w domu, bo to święto rodzinne! ? Już bardziej zrozumiałabym, iż chcę się z kumplem zobaczyć, a nie coś takiego! Aktualnie towarzyszy mi tylko chrapanie psa i straszliwe samopoczucie. Chciałabym coś zrobić, ale tu albo nic mi się nie chcę, albo zaczynam myśleć o tym wszystkim. Od jakiegoś czasu w mojej głowie wyobrażam sobie jak by to było gdybym poznała jakiegoś fajnego faceta, który po prostu chciałby ze mną spędzić czas, bez jakiś przyszłościowych deklaracji, tylko od tak raz na jakiś czas wyszłabym z nim do kina na niezależny film a potem do łóżka i po prostu wrócić do domu jakby tego nie było. Beznadziejne kreacje.
Zawsze się trzęsę kiedy chcę mi się płakać.
MądralaEkscentryk
sobota, 25 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
23122010
Jak zwykle okazało się, że nie powinnam iść na tamtą imprezę, zaproszenie mnie nie było potrzebne. Z resztą, nie to dzisiaj zaprząta moje myśli.
Zbliżają się święta, których nie cierpię chyba najbardziej ze wszystkich. Jestem przez dziesięć godzin sama ze sobą i jeszcze zobligowano mnie do porządków, pomimo teoretycznego podejścia społeczności mojego mieszkania. I nagle dzwoni mój luby, och jaki to on nieszczęśliwy, bo miał iść do pracy ale niestety wczoraj za dużo poimprezował i nie mógł, ale to była ważna sytuacja imprezowa. Szlak mnie trafił. Wczoraj stwierdził, że spotkamy się dopiero pierwszego dnia świąt bo on ma dużo pracy i jak wróci do rodziców, to czekają na niego zapewne zadania bojowe, ale w sumie pierwszy dzień świąt to taki dzień dla rodziny, więc ze mną tylko pięć minut, życzenia, prezenty, buziaki i spadam. Nawet nie potrafiłam wydusić z siebie pozytywnych uczuć, a bardzo chciałam.
A ja teraz myślę, a co by było gdyby to przeczytał, pewnie byłoby mu przykro. Nienawidzę wyrzutów sumienia.
Niestety wielka niesprawiedliwość skazała mnie na skomplikowaną jaźń, a moja duma na ograniczenie pretensji. A co będzie jak mnie rzuci? Co się ze mną stanie? Właśnie to jest najgorsze, tracę poczucie, że mogę zawsze to skończyć, nienawidzę czuć się zniewolona a sama próbuję przez kraty wejść do więzienia. Najgorsze jest to, że ostatnio jeszcze bardziej mi się schudło, więc może się udać.
Wystarczy, że choć na chwilę chcę się wyciszyć, chcę mi się płakać; przez beznadziejność sytuacji a może przez pogodę, nie wiem.
Nie zdawałam sobie jak będzie trudno żyć 30 km od siebie. Nie wiedziałam, że będzie unikał każdej konfrontacji. Nie mogę sobie wyobrazić, iż kończą nam się tematy do rozmów.
Zbliżają się święta, których nie cierpię chyba najbardziej ze wszystkich. Jestem przez dziesięć godzin sama ze sobą i jeszcze zobligowano mnie do porządków, pomimo teoretycznego podejścia społeczności mojego mieszkania. I nagle dzwoni mój luby, och jaki to on nieszczęśliwy, bo miał iść do pracy ale niestety wczoraj za dużo poimprezował i nie mógł, ale to była ważna sytuacja imprezowa. Szlak mnie trafił. Wczoraj stwierdził, że spotkamy się dopiero pierwszego dnia świąt bo on ma dużo pracy i jak wróci do rodziców, to czekają na niego zapewne zadania bojowe, ale w sumie pierwszy dzień świąt to taki dzień dla rodziny, więc ze mną tylko pięć minut, życzenia, prezenty, buziaki i spadam. Nawet nie potrafiłam wydusić z siebie pozytywnych uczuć, a bardzo chciałam.
A ja teraz myślę, a co by było gdyby to przeczytał, pewnie byłoby mu przykro. Nienawidzę wyrzutów sumienia.
Niestety wielka niesprawiedliwość skazała mnie na skomplikowaną jaźń, a moja duma na ograniczenie pretensji. A co będzie jak mnie rzuci? Co się ze mną stanie? Właśnie to jest najgorsze, tracę poczucie, że mogę zawsze to skończyć, nienawidzę czuć się zniewolona a sama próbuję przez kraty wejść do więzienia. Najgorsze jest to, że ostatnio jeszcze bardziej mi się schudło, więc może się udać.
Wystarczy, że choć na chwilę chcę się wyciszyć, chcę mi się płakać; przez beznadziejność sytuacji a może przez pogodę, nie wiem.
Nie zdawałam sobie jak będzie trudno żyć 30 km od siebie. Nie wiedziałam, że będzie unikał każdej konfrontacji. Nie mogę sobie wyobrazić, iż kończą nam się tematy do rozmów.
sobota, 18 grudnia 2010
tok myślowy
Dla wiadomości własnej i ewentualnie kogokolwiek innego - to co tu jest napisane, to mój intymny tok myślowy, a strona założona jest z potrzeby chwili - być może nigdy tu nie wrócę.
Najgorsze jest to, że jako cudowna i wymarzona panna młoda, za młoda, nie czuję nic z uczuć tego rodzaju od osoby, która teoretycznie, powinna mnie adorować, mianowicie chodzi mi o zwykłe traktowanie - jestem małą dziewczynką, on moich humorów nie akceptuje ale mnie pragnie bo mam ładne ciało i nie ględzę gdzie,co, kiedy, z kim co teoretycznie daje mi etykietkę osoby bezkonfliktowej, która kocha bezwarunkowo.
Gówno prawda.
Za każdym razem, kiedy się wygłupiam, a on nie ma humoru to wychodzi, bo chcę się tak zwyczajnie, z pochodzenia naturalnej potrzeby napierdolić a ja mam powiedzieć, że oh jak ja się cieszę jak po pięciu dniach niewidzenia on wychodzi po godzinie.
Nawet po takim czasie nie nabieram ochoty aby z nim rozmawiać.
Bo on ma problemy, rozumiem. Moje problemy są nieważne, zawczasu nieaktualne, przecież za pół roku wszystko będzie jasne, a jak że! Poza tym, że to powtórka z rozrywki z zeszłorocznych jego rozterek, on jako doświadczony i zagubiony w wielkim mieście Warszawa, pojmuje fizyczne cierpienie połączone z wieczną rezygnację uczucie, które spędza mu sen z powiek. Ja jestem jego promyczkiem, daje mu energii, a osobiście wypalam się od środka.
To nie pierwszy raz kiedy zastanawiam się go rzucić.
Wczoraj nawet pod prysznicem, walczyłam razem z moim zdrowym rozsądkiem, że to nie to, że nie masz już siły ale nie możesz go rzucić w takim momencie, bo on przecież mnie potrzebuje, i gryzę się w język jaka ze mnie ździra bo w ogóle o tym pomyślałam. Jestem do niego przywiązania, ale czym jest przywiązanie w stosunku do permanentnego niezadowoleni, podsycane ciągłym byciem w kropce.
Dokładnie w tym momencie dostałam od niego wiadomość tekstową treści: "Dzwonią do ciebie jeszcze?" A Ci oni dzwonili do mnie przed chwilą abym przyszła na imprezę ale mój chłopak powiedział abym lepiej się nie pojawiała.
Fantastycznie, szlak.
Najgorsze a zarazem najśmieszniejsze jest to, że pisząc to wszystko czułam jak moja twarz przyjmowała wyraz pełny przejęcia i racji, a teraz uważam, że to wszystko co napisałam jest nie potrzebne, przesadzam...
A jutro zacznę w porządku chronologicznym: uwielbienie, zwątpienie, wkurzenie i zobojętnienie. Dobrze, że chociaż dobrze sypiam.
A może on sobie ze mnie żartuje?
Nic.
Najgorsze jest to, że jako cudowna i wymarzona panna młoda, za młoda, nie czuję nic z uczuć tego rodzaju od osoby, która teoretycznie, powinna mnie adorować, mianowicie chodzi mi o zwykłe traktowanie - jestem małą dziewczynką, on moich humorów nie akceptuje ale mnie pragnie bo mam ładne ciało i nie ględzę gdzie,co, kiedy, z kim co teoretycznie daje mi etykietkę osoby bezkonfliktowej, która kocha bezwarunkowo.
Gówno prawda.
Za każdym razem, kiedy się wygłupiam, a on nie ma humoru to wychodzi, bo chcę się tak zwyczajnie, z pochodzenia naturalnej potrzeby napierdolić a ja mam powiedzieć, że oh jak ja się cieszę jak po pięciu dniach niewidzenia on wychodzi po godzinie.
Nawet po takim czasie nie nabieram ochoty aby z nim rozmawiać.
Bo on ma problemy, rozumiem. Moje problemy są nieważne, zawczasu nieaktualne, przecież za pół roku wszystko będzie jasne, a jak że! Poza tym, że to powtórka z rozrywki z zeszłorocznych jego rozterek, on jako doświadczony i zagubiony w wielkim mieście Warszawa, pojmuje fizyczne cierpienie połączone z wieczną rezygnację uczucie, które spędza mu sen z powiek. Ja jestem jego promyczkiem, daje mu energii, a osobiście wypalam się od środka.
To nie pierwszy raz kiedy zastanawiam się go rzucić.
Wczoraj nawet pod prysznicem, walczyłam razem z moim zdrowym rozsądkiem, że to nie to, że nie masz już siły ale nie możesz go rzucić w takim momencie, bo on przecież mnie potrzebuje, i gryzę się w język jaka ze mnie ździra bo w ogóle o tym pomyślałam. Jestem do niego przywiązania, ale czym jest przywiązanie w stosunku do permanentnego niezadowoleni, podsycane ciągłym byciem w kropce.
Dokładnie w tym momencie dostałam od niego wiadomość tekstową treści: "Dzwonią do ciebie jeszcze?" A Ci oni dzwonili do mnie przed chwilą abym przyszła na imprezę ale mój chłopak powiedział abym lepiej się nie pojawiała.
Fantastycznie, szlak.
Najgorsze a zarazem najśmieszniejsze jest to, że pisząc to wszystko czułam jak moja twarz przyjmowała wyraz pełny przejęcia i racji, a teraz uważam, że to wszystko co napisałam jest nie potrzebne, przesadzam...
A jutro zacznę w porządku chronologicznym: uwielbienie, zwątpienie, wkurzenie i zobojętnienie. Dobrze, że chociaż dobrze sypiam.
A może on sobie ze mnie żartuje?
Nic.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)