Dla wiadomości własnej i ewentualnie kogokolwiek innego - to co tu jest napisane, to mój intymny tok myślowy, a strona założona jest z potrzeby chwili - być może nigdy tu nie wrócę.
Najgorsze jest to, że jako cudowna i wymarzona panna młoda, za młoda, nie czuję nic z uczuć tego rodzaju od osoby, która teoretycznie, powinna mnie adorować, mianowicie chodzi mi o zwykłe traktowanie - jestem małą dziewczynką, on moich humorów nie akceptuje ale mnie pragnie bo mam ładne ciało i nie ględzę gdzie,co, kiedy, z kim co teoretycznie daje mi etykietkę osoby bezkonfliktowej, która kocha bezwarunkowo.
Gówno prawda.
Za każdym razem, kiedy się wygłupiam, a on nie ma humoru to wychodzi, bo chcę się tak zwyczajnie, z pochodzenia naturalnej potrzeby napierdolić a ja mam powiedzieć, że oh jak ja się cieszę jak po pięciu dniach niewidzenia on wychodzi po godzinie.
Nawet po takim czasie nie nabieram ochoty aby z nim rozmawiać.
Bo on ma problemy, rozumiem. Moje problemy są nieważne, zawczasu nieaktualne, przecież za pół roku wszystko będzie jasne, a jak że! Poza tym, że to powtórka z rozrywki z zeszłorocznych jego rozterek, on jako doświadczony i zagubiony w wielkim mieście Warszawa, pojmuje fizyczne cierpienie połączone z wieczną rezygnację uczucie, które spędza mu sen z powiek. Ja jestem jego promyczkiem, daje mu energii, a osobiście wypalam się od środka.
To nie pierwszy raz kiedy zastanawiam się go rzucić.
Wczoraj nawet pod prysznicem, walczyłam razem z moim zdrowym rozsądkiem, że to nie to, że nie masz już siły ale nie możesz go rzucić w takim momencie, bo on przecież mnie potrzebuje, i gryzę się w język jaka ze mnie ździra bo w ogóle o tym pomyślałam. Jestem do niego przywiązania, ale czym jest przywiązanie w stosunku do permanentnego niezadowoleni, podsycane ciągłym byciem w kropce.
Dokładnie w tym momencie dostałam od niego wiadomość tekstową treści: "Dzwonią do ciebie jeszcze?" A Ci oni dzwonili do mnie przed chwilą abym przyszła na imprezę ale mój chłopak powiedział abym lepiej się nie pojawiała.
Fantastycznie, szlak.
Najgorsze a zarazem najśmieszniejsze jest to, że pisząc to wszystko czułam jak moja twarz przyjmowała wyraz pełny przejęcia i racji, a teraz uważam, że to wszystko co napisałam jest nie potrzebne, przesadzam...
A jutro zacznę w porządku chronologicznym: uwielbienie, zwątpienie, wkurzenie i zobojętnienie. Dobrze, że chociaż dobrze sypiam.
A może on sobie ze mnie żartuje?
Nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz