Jak zwykle okazało się, że nie powinnam iść na tamtą imprezę, zaproszenie mnie nie było potrzebne. Z resztą, nie to dzisiaj zaprząta moje myśli.
Zbliżają się święta, których nie cierpię chyba najbardziej ze wszystkich. Jestem przez dziesięć godzin sama ze sobą i jeszcze zobligowano mnie do porządków, pomimo teoretycznego podejścia społeczności mojego mieszkania. I nagle dzwoni mój luby, och jaki to on nieszczęśliwy, bo miał iść do pracy ale niestety wczoraj za dużo poimprezował i nie mógł, ale to była ważna sytuacja imprezowa. Szlak mnie trafił. Wczoraj stwierdził, że spotkamy się dopiero pierwszego dnia świąt bo on ma dużo pracy i jak wróci do rodziców, to czekają na niego zapewne zadania bojowe, ale w sumie pierwszy dzień świąt to taki dzień dla rodziny, więc ze mną tylko pięć minut, życzenia, prezenty, buziaki i spadam. Nawet nie potrafiłam wydusić z siebie pozytywnych uczuć, a bardzo chciałam.
A ja teraz myślę, a co by było gdyby to przeczytał, pewnie byłoby mu przykro. Nienawidzę wyrzutów sumienia.
Niestety wielka niesprawiedliwość skazała mnie na skomplikowaną jaźń, a moja duma na ograniczenie pretensji. A co będzie jak mnie rzuci? Co się ze mną stanie? Właśnie to jest najgorsze, tracę poczucie, że mogę zawsze to skończyć, nienawidzę czuć się zniewolona a sama próbuję przez kraty wejść do więzienia. Najgorsze jest to, że ostatnio jeszcze bardziej mi się schudło, więc może się udać.
Wystarczy, że choć na chwilę chcę się wyciszyć, chcę mi się płakać; przez beznadziejność sytuacji a może przez pogodę, nie wiem.
Nie zdawałam sobie jak będzie trudno żyć 30 km od siebie. Nie wiedziałam, że będzie unikał każdej konfrontacji. Nie mogę sobie wyobrazić, iż kończą nam się tematy do rozmów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz